Jak smakuje fiolet?

 

− Niech mi pan opowie o gwiazdach, proszę! – nie zrobiła przy tym infantylnego uśmieszku, ani nie zatrzepotała powiekami, ale ja wiedziałem, że byłaby do tego zdolna.

Po prostu nie wie, że kobiety w takich sytuacjach właśnie tak postępują; nie widziała!

Jak zwykle zasłuchana z głową przekrzywioną na bok jak papużka bawiła się tą swoją laską – cieniutki, biały patyczek bardziej przypominający oręż niż podporę.

Westchnąłem ciężko – jak opowiadać o gwiazdach, piętnastolatce, która nigdy nie widniała nieba? Nie widziała niczego?

Spojrzałem za okno; lato nasycało zielenią okolicę. Nie jakąś przygaszoną, leciutką.

Tak intensywną, aż ślinka ciekła!

Ostra, kłująca zieleń… Pokiwałem głową; już wiedziałem jak to zrobić!

− Gwiazdy są jak setki, miliony maleńkich ostrych igiełek rozsypanych na aksamicie: stajesz bosą stopą i czujesz miękki, miły dotyk aksamitu i maleńkich igiełek, tak maleńkich, że nie poranią stopy, leciutko ją drażnią.

Jedne są większe i prawie tępe, drugie maleńkie i ostre; prawie niewyczuwalne pod podeszwą. Miliony, miliony!

Gdzie się nie obrócisz tam aksamit i igiełki. Stalowe i zimne!

Uśmiech pojawił się na bladej buzi dziewczyny.

− A te igiełki są równo rozsypane po aksamicie? – zapytała rzeczowo.

− Nie! Są miejsca gdzie prawie ich nie ma, tylko takie najmniejsze, ledwo wyczuwalne, a są miejsca, że całym pasem usypane na przykład – to „droga mleczna”.

A te największe; jak gwoździki tępe są tak rzucone, że możesz od jednej do drugiej dojść po linii prostej i zapamiętać ten wzór, bo kojarzy się ze zwierzęciem, postacią, przedmiotem.

To gwiazdozbiory!

− Piękne! – zaklaskała w ręce z uciechy i roześmiała się na cały głos i zaraz sposępniała.

− Szkoda, że ja tego wszystkiego nie widzę!

− Nie narzekaj! – skrzywiłem się, bardziej do siebie niż do niej; przecież nie widziała mojej miny – widzisz inne rzeczy, na które ja jestem ślepy!

− Tak? Na przykład, jakie?

− No, koleżanko! Myślałaś, że to za darmo? – Zażartowałem – teraz ty opowiesz mi o zapachach! Jaki jest Twój ulubiony?

Wyprostowała się w fotelu, zamknęła oczy i zrobiła głęboki wdech jakby właśnie doszedł jej nozdrzy najmilszy zapach:

− Cynamon! Zapach cynamonu! Jest taki…− szukała słowa – delikatnie brązowy! I ma takie wypustki, które przyjemnie drażnią w nosie!

Ale lubię galaretkę wiśniową, bo smakuje jak fiolet – taki delikatnie cierpki!

 


 

 

 

Ostatnie wpisy:

 

Statystyki 

Księga gości - czytaj/dodaj:

Księga gości